Hitlerowski zbrodniarz Eichman pojmany przez superagenta urodzonego w Żółkiewce

Z wielką satysfakcją obserwujemy rozwój działalności społeczno-kulturalnej w naszym lubelskim regionie. Wymierną i stawiającą Lubelszczyznę w samej czołówce krajowej jest liczba 120 zarejestrowanych towarzystw propagujących tego typu aktywności. Jednym z nich jest powstałe w 2003 roku Regionalne Towarzystwo Przyjaciół Żółkiewki, skupiające jej mieszkańców i sympatyków.

W okresie kilku lat z ich inicjatywy odbyło się wiele ciekawych spotkań oraz szeroko rozumianej promocji miejscowości i jej okolic. Między innymi powstały opracowania przybliżające postaci historyczne związane z Żółkiewką, jak chociażby ród Sobieskich, Żółkiewskich ale również tych mniej znanych, a zasługujących na uwagę i zainteresowanie.

Niewątpliwie osobą taką jest Peter Z. Malkin urodzony 27 maja 1927 roku właśnie w Żółkiewce. Z racji swojej głównej profesji superagenta Mossadu, trudno aby ten polski Żyd był znany szerokiemu ogółowi w trakcie swojej działalności. To właśnie on swoimi rękoma wraz z towarzyszącymi mu agentami ujął w 1960 r. w Argentynie Adolfa Eichmanna. Człowieka, który ukuł określenie „ostateczne rozwiązanie” i osobiście kierował zamordowaniem milionów europejskich Żydów podczas II wojny światowej. Była to jedna z najgłośniejszych operacji wywiadowczych XX wieku. Malkin opisał jej szczegóły w swojej książce „Schwytałem Eichmanna”, która w latach 90. stała się międzynarodowym bestsellerem.

Do perfekcji opanował sztukę kamuflażu oraz wiedzę o materiałach wybuchowych, uczestniczył w wielu operacjach wywiadowczych, głównie po drugiej wojnie światowej, których celem było odszukiwanie i wyłapywanie ludzi bezpośrednio odpowiedzialnych za Holocaust i winnych śmierci ludności żydowskiej. Znał cztery języki i mógł pochwalić się czarnym pasem karate.
Uprawiał z powodzeniem malarstwo (wiele obrazów znajduje się w galerii na Manhattanie) i pisał książki. Przez kilka dziesięcioleci tożsamość Malkina (występował pod wieloma nazwiskami) jako człowieka, który pojmał Eichmanna, jak również jego kontakty z Mossadem pozostawały tajemnicą nawet dla najbliższych.

Dla mnie pochodzącego z Żółkiewki wzruszającym jest fragment wspomnianej książki w którym to Malkin relacjonuje jak pewnego ranka, zimą 1981 roku jadąc wraz z przyjacielem na nowojorskie lotnisko La Guardia usłyszał znajomy akcent taksówkarza. Oto fragment opisanego dialogu –Jest pan Polakiem? –zapytałem po angielsku. –Tak. – Żydem? –Tak.-Skąd pan pochodzi?- zapytałem, przerzucając się na jidysz. – Z małej mieściny, o której pan nigdy nie słyszał – odparł uprzejmie. – Ale jak się nazywa? –Przecież mówiłem, że pan o niej nie słyszał. – Zechce pan mi podać jej nazwę? Zrezygnowany, wzruszył ramionami. – Żółkiewka. Zadowolony? Zamurowało mnie….

Po latach kiedy próbowałem nawiązać kontakt z Peterem Malkinem zamieszkałym w USA otrzymałem odpowiedź udzieloną przez jego sekretarza, że jest chory, do Żółkiewki już się nie wybierze chociaż raz zupełnie prywatnie, bez żadnego rozgłosu wizytował po wojnie swoje miejsce urodzenia… Wkrótce po tym 1 marca 2005 roku Peter Malkin zmarł.

Różne bywają losy człowiecze, także osób pochodzących z naszego regionu i nie zawsze są znane przez współmieszkańców…. Dobrze, że istnieją możliwości ich upublicznienia, a szanse takie również stwarza między innymi prężnie działające Lubelskie Towarzystwo Genealogiczne, któremu gratulujemy inicjatywy i życzymy jak najwięcej cennych relacji z drogiego nam Regionu Lubelszczyzny.

Andrzej Wac-Włodarczyk