Skip to main content

Włosi w XIX-wiecznym Lublinie – Andrzej Kaproń

Obecność kupców i rzemieślników włoskich w Lublinie datuje się od średniowiecza. Przyjeżdżali tutaj nawet całymi rodzinami, lecz najchętniej osiedlali się muratorzy.

Ostatnim muratorem włoskim w Lublinie był Matteo Chiaratelli. Mieszkał na Starym Mieście, ale często pracował ze swoimi ludźmi poza miastem, np. około 20 sierpnia 1819 r. rozpoczął restaurację kościoła w Niedrzwicy Kościelnej. W czerwcu 1823 r. mienił się architektem i kupcem.

W późniejszym czasie włoscy budowniczowie starali się Lublin omijać. Jednakże jesienią 1848 r. zatrzymał się tu sztukator Domenico Sidoli. Trzydzieści lat później w jego ślady poszedł Antonio Lidsardi, kolega po fachu, który w Lublinie raczej nie pracował, bowiem razem z muzykantem Giacomem Muttim wyjechał zaraz do Siedlec.

Na wiosnę 1896 r. zjechała do Lublina brygada kamieniarzy, w składzie: bracia Pietro i Angelo Botteli, Paolo Belloni z synem Carlem, Luigi Bardelli z synem Felice, Andrea Avanzini, Luigi Carlone, Enrico Mai, Carlo Tagliabue i Gaetano Girardini. Jedna ekipa podjęła pracę w Dysie, a druga w pobliskich Zagrodach. Avanziniego, zmarłego 9 czerwca 1897 r. w Lublinie w wieku 41 lat, zastąpił Simeone Valli. W drugiej połowie 1897 r. rozjechali się do Warszawy, Wilna i Moskwy.

W międzyczasie pojawiło się w Lublinie kilku Włochów poszukujących pracy. W 1858 r. nieskuteczne starania w tym kierunku poczynił Giuseppe Barneardi z Modeny. Z identycznym skutkiem szukali zajęcia w latach siedemdziesiątych Angelo Zazzera i Taddeo Ferma. Nieco lepiej radził sobie turyńczyk Gustavo Negretto, który zaczepił się gdzieś do pracy w 1873 r. Wkrótce wyjechał jednak do Krakowa.

Równie mało wiadomo o kupcach z tegoż okresu. W 1859 r. przyjechali tu z Księstwa Parmy via Grodno w interesach Fernando Taddei, Lorenzo De Vicenzi i Giuseppe Taddei. Naśladowców długo nie mieli, a przynajmniej nic o nich nie wiadomo. Dopiero na początku 1877 r. zawitał tutaj samotnie, będąc przejazdem z Wiednia do Warszawy, handlarz Pietro Giovanni Bastioni. Najprawdopodobniej nie zastali go już w Lublinie kupcy z Neapolu Erico Onorato i Lodovico Russo. Zresztą obaj wkrótce wyjechali do Kowla.

Niezgorzej poczynały sobie Adelina Poetsch, żona atlety niemieckiego Franza Wilhelma Poetscha, od grudnia 1868 r. do maja 1869 r. udzielająca lekcji języka włoskiego w domu przy ul. Rybnej 70, i Paola Cortina, w 1889 r. pracująca w charakterze bony. Najdłużej guwernerował tu Francuz z Królestwa Sardynii Louis Perron (1816–1896). Na pewno w Lublinie nie pracowała zawodowo Orsola z Ghislanzonich di Barco Haykowicz (1816–1901).

Najłatwiej było zobaczyć Włochów na arenie, estradzie i scenie. Właściwie nie było w Lublinie cyrku, aby nie popisywał się w nim artysta włoski, np. w latach 1882–1883 w cyrku Dionigiego Ferroniego występowała jego cała rodzina. Latem 1889 r. osiadł tu nawet komik Vincenzo Dal Nevo. W przeciwieństwie do iluzjonisty Carla Balboniego (1790–1856?), stałym mieszkańcem naszego miasta nie został, bowiem w sierpniu 1890 r. wyprowadził się z żoną Caroliną do Warszawy.

Na scenie i estradzie królowały śpiewaczki włoskie. Na przykład 29 grudnia 1887 r. w Klubie Ruskim śpiewała mezzosopranem Anna de Belocca, a na początku 1893 r. w zespole Ludwika Czystogórskiego występowała gościnnie sopranistka Olga Berghi. W 1900 r. aż dwukrotnie gościliśmy operę włoską, z Paolą Nivadi na czele.

Rzadziej koncertowali muzycy, jak np. 1 lutego 1889 r. słynna skrzypaczka Teresina Tua (1867–1955).

Jak zawsze, nie zabrakło artystów włoskich znanych bardziej ze swego kalectwa niż rzeczywistych osiągnięć zawodowych. W marcu 1869 r. tryumfy święcił ociemniały gitarzysta i mandolinista Giovanni Vailati.
                                                                                   
Andrzej Kaproń
 
Artykuł pochodzi z tygodnika „Nowy tydzień w Lublinie” nr 18 ( 28) 2007 r.